Pozostałe informacje

Grid List

Ustawa z dnia 9 kwietnia 2015 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw, rozszerza katalog przychodów z innych źródeł od 01 stycznia 2016 r.  poprzez dodanie pkt. 1c do art. 20 ustawy o PIT, o: przychodach ze sprzedaży przetworzonych w sposób inny niż przemysłowy produktów roślinnych i  zwierzęcych,  które  pochodzą  z  własnej  uprawy, hodowli  czy  chowu.

 

Wyjątkiem są przetworzone produkty roślinne i zwierzęce, jakie uzyskuje się w ramach prowadzonych  działów specjalnych produkcji  rolnej oraz produkty opodatkowane akcyzą.
Do końca 2015 r., bez konieczności rejestrowania działalności można było sprzedawać jedynie nieprzetworzone produkty roślinne i zwierzęce (z własnych plonów), np. owoce czy  warzywa.
Teraz oprócz marchewki z własnego ogródka czy gruszek z własnego sadu, można oferować na lokalnym targu wytworzone we własnym zakresie z własnych surowców  takie produkty jak: wędliny, miód,  pieczywo, ser czy konfitury.
Oczywiście oprócz wykorzystania do wytworzenia produktów surowców pochodzących z własnej uprawy  lub hodowli jest kilka dodatkowych warunków do spełnienia, aby obrót ze  sprzedaży takich domowych wyrobów można było uznać za przychody z innych źródeł, a mianowicie:
– sprzedający je nie może być przedsiębiorcą;
– sprzedaż musi być dokonywana bezpośrednio do konsumentów, a więc nie może ona być wykonywana  na rzecz przedsiębiorców, osób  prawnych czy jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej;
– sprzedaż musi następować w miejscu przetworzenia produktów albo w miejscach przeznaczonych do prowadzenia handlu, tj. na targowiskach (za wyjątkiem wnętrz budynków i ich części);
– w proces przetwarzania produktów roślinnych i zwierzęcych nie mogą być zaangażowane osoby na podstawie umów o pracę, umów zlecenia, umów o dzieło czy innych o podobnym charakterze.
– obowiązek posiadania w miejscu sprzedaży jej ewidencji, prowadzonej odrębnie za każdy rok podatkowy, zawierającej co najmniej: numer kolejnego wpisu, datę uzyskania przychodu, kwotę przychodu i przychód narastająco od początku roku.
Dzienne przychody muszą być zaewidencjonowane w dniu sprzedaży.

Agnieszka Majewska
Kancelaria
Podatkowa Skłodowscy

 

 Źródło:

https://www.zyciepw.pl/od-1-stycznia-2016-r-mozna-sprzedawac-przetwory-z-wlasnej-uprawy-lub-hodowli-bez-rejestrowania-dzialalnosci

Od 9 października 2015 rok znane są już stawki płatności bezpośrednich , ponieważ  w tym dniu zostały podpisane  przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi  Rozporządzenia określające ich wysokość  na 2015 rok. Stawki zostały obliczone wg kursu euro ogłoszonego przez Europejski Bank Centralny w dniu 30 września , wynosi on w Polsce  4,2448 złotych za 1 euro.

   Kursy przeliczeniowe obowiązują we wszystkich  państwach ,w których walutą nie jest euro.

    Zgodnie z zapisami tych rozporządzeń stawki dopłat kształtują się  następująco:

- jednolita płatność obszarowa  - 453,70 zł/ha,

- płatność  za zazielenienie – 304,31 zł/ha,

- płatność dla młodego rolnika – 258,97 zł/ha,

- płatność dodatkowa – 171,73 zł/ha,

- płatność do bydła – 261,37 zł/szt ,

- płatność do krów – 314,28 zł/szt,

- płatność do owiec- 116,56 zł/szt,

- płatność do kóz – 77,80 zł/szt,

- płatność do roślin wysokobiałkowych – 422,00 zł/ha,

- płatność do chmielu – 2 336,53 zł/ha,

- płatność do ziemniaków skrobiowych – 1 387,12 zł/ha,

- płatność do buraków cukrowych – 2 127 zł/ha ,

- płatność do pomidorów – 4 298,89 zł/ha,

- płatność do owoców miękkich – 919,05 zł/ha,

- płatność do lnu – 414,09 zł/ha

- płatność do konopi  włóknistych – 572,49 zł/ha,

   Termin wejścia w życie rozporządzenia to 16 październik 2015 rok. Od tego dnia do końca listopada Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa  wypłacała zaliczki na poczet płatności bezpośrednich. Działania  umożliwiające zaliczkowanie dopłat podjął Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi  w celu złagodzenia skutków  suszy z 2015 roku. Zaliczki  zostały skierowane na konta rolników, którzy nie mieli kontroli na miejscu i wobec których  nie miały zastosowania  zmniejszenia , wykluczenia i inne kary administracyjne oraz odliczenia,o których mowa w art.24, ust. 2 ustawy z dnia 5 lutego 2015 rok o płatnościach w ramach systemów wsparcia bezpośredniego.

   Zaliczki przyznawane były z urzędu/ / nie była wymagana dodatkowa dokumentacja. Również rolnicy nie otrzymywali w sprawie przyznania płatności   zaliczkowych, informacja o zaliczkach  podawana jest w tytule przelewu zaliczki na poczet płatności bezpośrednich.

Zaliczki nie dotyczyły wszystkich płatności. Zaliczkowane w wysokości 50% są  następujące płatności:

-  jednolita płatność obszarowa w wysokości  226,85 zł/ha,

- płatność dodatkowa w wysokości 85,87 zł/ha,

- płatność do roślin wysokobiałkowych w wysokości 211zł/ha,

- płatność do owoców miękkich w wysokości 459,52 zł/ha.

    Pozostała część płatności będzie wypłacana podobnie  jak co roku w terminie do końca czerwca 2016 rok.

 

Oprac. Na podst. Informacji z Departamentu Płatności Bezpośrednich ARiMR zamieszczonych na stronie WWW.arimer.gov.pl oraz informacji ze strony MRiRW.

 

      Jan Bożętka

      PODR Boguchwała

     GPDR Krempna

 

 

Od dnia 1 października 2015 r. rolnik, małżonek rolnika lub domownik, który prowadził gospodarstwo rolne lub w nim pracował i z tego tytułu podlegał ubezpieczeniu społecznemu rolników, a następnie dostał pomoc finansową w związku z opieką nad niepełnosprawnym krewnym, będzie mógł zdecydować, gdzie chce podlegać i gdzie będą odprowadzane jego składki emerytalno-rentowe, do ZUS czy do KRUS. Pozostawienie tej decyzji do wyboru rolnika, jego małżonka lub domownika zakłada ustawa z 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników oraz ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

W przypadku wybrania ubezpieczenia emerytalno-rentowego w KRUS rolnik, małżonek rolnika lub domownik pobierający świadczenie pielęgnacyjne, specjalny zasiłek opiekuńczy lub zasiłek dla opiekuna może, w ciągu 30 dni od wydania decyzji przyznającej odpowiedni zasiłek lub świadczenie, złożyć w dotychczasowej jednostce organizacyjnej KRUS wniosek w tej sprawie (druk wniosku − wersja edytowalna − wersja edytowalnadruk wniosku − wersja .pdf). 

Natomiast rolnicy, małżonkowie rolników i domownicy którzy na podstawie dotychczasowych przepisów mają odprowadzane składki do ZUS, będą mogli wrócić do KRUS. Dla tej grupy czas na podjęcie decyzji wynosi 6 miesięcy od dnia wejścia w życie ustaw, tj. do dnia 1 kwietnia 2016 r. Wniosek o odstąpienie od ubezpieczenia w ZUS i objęcie ubezpieczeniem emerytalno-rentowym w KRUS należy złożyć wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta, który opłaca składki.

Składki za wyżej wymienione osoby do KRUS będzie opłacał wójt, burmistrz lub prezydent miasta do czasu uzyskania 25-letniego okresu ubezpieczenia emerytalno-rentowego.

Tradycyjnie, na wiosnę, gdy w szafach znikają kożuchy i ciepłe kurtki, a przyroda budzi się ze snu, w naszych głowach zaczyna kiełkować myśl o odchudzaniu. Kolorowe czasopisma prześcigają się, proponując rewelacyjne diety, cudowne pastylki, niskokaloryczne artykuły spożywcze itp.

A kiedy jeszcze w telewizji zobaczymy najnowszą modę prezentowaną przez super szczupłe modelki, przelewa się czara goryczy i spontanicznie podejmujemy decyzję o radykalnym odchudzaniu. Zanim jednak zdobędziemy się na ten krok, sprawdźmy czy rzeczywiście nasza waga aż tak odbiega od normy?

Reguła Broci

Przeszło sto lat temu, francuski lekarz wojskowy Paul Broca przy pomiarach żołnierzy zauważył, że przeciętnie ważą tyle, ile wynosi ich wzrost mierzony w cm powyżej 100. Np. mierzący 175 cm ważył ok. 75 kg. Ponieważ reguła ta znalazła częste potwierdzenie w praktyce, na jej podstawie utworzono formułę określającą wagę ciała, nazwaną regułą Broci. Normalna waga =wzrost w cm – 100. Każdy, kto był poniżej normy, automatycznie był sklasyfikowany jako niedożywiony. O nadwadze nie było mowy, bo sytuacja ekonomiczna społeczeństwa była wtedy kiepska i mało kto mógł najeść się do syta. Dopiero w latach 50, kiedy w krajach uprzemysłowionych gospodarka się poprawiła, amerykańskie ministerstwo zdrowia zaproponowało, aby regułę Broci obniżyć o 10 %.

Czyli normalna waga = wzrost w cm – 100 – 10%

W rezultacie tej poprawki, prawie każdy miał nadwagę, co wywołało istny szał odchudzania, bo amerykańskie towarzystwa ubezpieczeniowe uwarunkowały wysokość składki od wagi ciała. Następne lata upływały spokojnie, ludziom powodziło się coraz lepiej, żywność była jeszcze przyzwoitej jakości i nikt nie przejmował się „tuszą”. Tylko Hollywood od czasu do czasu lansował nową gwiazdę, której figura niejednokrotnie wymodelowana przy pomocy skalpela, miała nas napominać, byśmy krytycznym okiem przejrzeli się w lustrze.

Reguła Queteleta
W połowie lat 90. zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) społeczeństwo poznało nową definicję obowiązującej normalnej wagi. Tym razem „odkurzono” ponad stuletnie obliczenia belgijskiego matematyka Adolpha Queteleta, który próbował wyliczyć prawidłową wagę ciała przeciętnego człowieka. Ta definicja obowiązuje do dziś i nosi nazwę Body Mass Index (BMI).  Kto chce sprawdzić jak kształtuje się jego waga musi wykonać następujące obliczenie:

BMI =  waga ciała w kg/ wzrost w m2

Np.: dla kogoś o wzroście 1,75cm i wadze 70 kg liczymy

BMI= 70/1,75 x 1,75=22,8

Co wg poniższej tabelki odpowiada prawidłowej wadze.

BMI            klasy wagowe  wg zaleceń WHO

Poniżej        18,5                         niedowaga  

                       18,5 – 24,9             normalna waga

                       25    -  29,9            nadwaga

                     30   -   34,5            otyłość  I stopnia   

                     35,9 – 39,9           otyłość II stopnia

Powyżej     40                           otyłość III stopnia

Czujny  ponderostat

Kiedy już zdecydujemy się odchudzać, obmyślamy taktykę, jak skutecznie przechytrzyć żołądek i możliwie długo wytrzymać na diecie. Nie jest to jednak takie proste. Nie wszyscy wiedzą, że w naszym organizmie istnieje regulator, tzw. ponderostat, ustalający, jaka waga pasuje do wzrostu i budowy ciała. Czujnik ten dokładnie mierzy ilość kalorii dostarczanych z pożywieniem i sygnalizuje przez uczucie sytości, kiedy mamy przestać jeść. Osiągamy wtedy tzw. set point, czyli punkt, w jakim organizm otrzymał właściwą porcję energii. Każdy ma indywidualny punkt nasycenia. Nie jesteśmy w stanie siłą woli wpływać na ponderostat, by wymusić na nim np. przedwczesny sygnał sytości. Ten inteligentny regulator istniejący w organizmie człowieka od tysięcy lat, zna dokładnie nasze zapotrzebowanie energetyczne oraz wartości odżywcze pokarmów.

Teraz rozumiemy, dlaczego trzeba zjeść dużo więcej niskokalorycznej sałaty, żeby się nasycić, a wystarczy kawałek tłustej wieprzowiny i „mamy dość”. Ponderostat potrafi jeszcze więcej: np. reguluje wagę i zapotrzebowanie kaloryczne w zależności od strefy klimatycznej i pór roku. Jesienią automatycznie ustawia się tak, byśmy mogli zjeść więcej i nagromadzić lekką podściółkę tłuszczową na zimę, żeby nie marznąć. Wiosną samoistnie wraca do poprzedniego stanu i nie trzeba specjalnych diet, by stracić zimowe „futerko”. Natura zaprogramowała ten mechanizm na żywność naturalną, bo tylko taką zna. My, konsumując pokarmy przetworzone, z dodatkami „chemii” po prostu go wyłączamy. A gdy nasz czujnik sytości przestaje działać, jemy więcej niż potrzeba, produkując zbędne kilogramy.
Fakt ten jest znany i bezpardonowo wykorzystywany przez przemysł spożywczy. Już dawno w krajach zachodnich w tej branży powstały specjalne działy zajmujące się tworzeniem produktów zwanych szumnie Designer Food. Tak, jak kreuje się modę, meble czy sylwetki samochodów, podobnie kreuje się (manipuluje) naszą żywność. Bynajmniej nie po to, żeby dogodzić naszym podniebieniom, lecz aby dużo sprzedać i dobrze zarobić. Pomaga w tym reklama, wmawiając nam bezustannie, że zjadając takie produkty będziemy szczęśliwi, atrakcyjni, a nawet urosną nam skrzydła.

Designer Food to przede wszystkim słodycze, napoje, gotowe desery, zupy w proszku, jogurty, przyprawy, sosy sałatkowe itp. Najczęściej w ich skład wchodzą wzmacniacze smaku, sztuczne aromaty i substancje powodujące nadmierną produkcję śliny. Znamy to dobrze. Przecież zjadając baton czy jogurt, nie kończymy na jednym. Często sami złościmy się, że nie potrafimy powiedzieć sobie „dość”! Tylko jak tu przestać, kiedy ślinka leci, a ponderostat dawno się wyłączył. Jemy więc i tyjemy. A gdy chcemy schudnąć, znów przemysł spożywczy przychodzi nam z „pomocą”, oferując niskokaloryczne, dietetyczne produkty „light”. Należą do nich: masła, margaryny, sery, wędliny, słodycze i napoje. To produkty, którym odebrano część tłuszczu i cukier, zastępując je wodą i słodzikami. Np. niskokaloryczne masło zawiera ok. 50 % wody, żelatynę i emulgatory, do tego sztuczne barwniki, aromaty i oczywiście konserwanty, żeby woda się nie psuła. Taki produkt ma niską wartość kaloryczną. Z punktu widzenia zdrowotności to prawdziwe „zero”, za to z ekonomii zasługuje na piątkę z plusem. Ktoś obliczył, że 1 m sześc. wody tak sprzedano za prawie 2 tys. euro, gdy ten sam kubik wodociągowej kosztuje parę groszy. W takich produktach zabrakło tłuszczu, do jakiego jest przyzwyczajony nasz organizm. Nie zdołamy go jednak oszukać, bo zanim się nasycimy, zjemy dużo więcej niż trzeba. W tym wypadku schudnie jedynie nasz portfel.

Innym zwodniczym produktem często zalecanym przy odchudzaniu są sztuczne słodziki, jako alternatywa cukru w słodyczach i napojach. Pomijając ich toksyczność, przyjrzyjmy się słodkości. Nie mają kalorii, a są słodkie. Zjadając je, sygnalizujemy organizmowi, że „będzie coś słodkiego”. Przygotowując się na to, zaczyna wydzielać insulinę i przezywa szok, bo „słodkie” nie jest cukrem, a wyprodukowana insulina obniża drastycznie poziom cukru we krwi. Organizm, próbując się ratować, wyzwala w nas „wilczy apetyt”, żebyśmy koniecznie coś zjedli. Więc jemy. Dodam, że właśnie dlatego sztuczne słodziki są stosowane w paszach dla zwierząt.

Odżywiając się w ten sposób na pewno nie schudniemy. Wręcz przeciwnie, stajemy się „puszyści”. Potem zdesperowani zaczynamy stosować coraz bardziej drakońskie metody zrzucenia nadwagi. Decydując się na ostrą dietę, zmniejszamy do minimum ilość spożywanych kalorii, a nasz ponderostat nastawia program „głód”. Oznacza to, że kiedy zakończymy odchudzanie i znowu zaczniemy przyjmować normalną ilość pokarmów, nasz regulator najpierw szybko uzupełni straty, a potem zacznie gromadzić rezerwy w postaci tkanki tłuszczowej. W ten sposób powstaje znany efekt „jo-jo”, tzn. im więcej diet, tym bardziej tyjemy.

Dzisiejsze społeczeństwo postrzega otyłość głównie jako problem natury estetycznej, nie biorąc pod uwagę fatalnych następstw zdrowotnych, jak cukrzyca, nadciśnienie, miażdżyca, zaburzenie pracy serca, słaba wentylacja płuc czy zmiany zwyrodnieniowe w układzie kostno-stawowym.
Pamiętajmy, że tylko w minimalnym procencie otyłość jest spowodowana zaburzeniami hormonalnymi, związanymi np. z niedoczynnością tarczycy, nadczynnością nadnerczy czy długotrwałym przedawkowaniem insuliny. W tych przypadkach konieczna jest terapia medyczna i odpowiednie odżywianie. Najczęściej jednak otyłość jest efektem przejadania się i to od wczesnego dzieciństwa. Nie popadajmy w zachwyt, kiedy nasza pociecha poprosi o trzecią porcję zupy. Należy potraktować to poważnie i obserwować ilość pokarmów zjadanych przez dziecko. Już wiadomo, że przekarmianie małego dziecka jest fałszywą miłością. Badania naukowe dowodzą, że 80 % otyłych dzieci również w wieku dorosłym zjadanych przez dziecko. Już wiadomo, że przekarmianie małego dziecka jest fałszywą miłością. Badania naukowe dowodzą, że 80 % otyłych dzieci również w wieku dorosłym będzie walczyć z nadwaga i często przegrywać.

Cudowne tabletki

Ostatnio pojawiło się dużo specyfików: tabletek, kapsułek, które – zdaniem producentów – mają w krótkim czasie zredukować tuszę. Często są to obietnice bez pokrycia. Pewne znaczenie, choć może drugoplanowe, maja preparaty zawierające agar – produkt otrzymywany z glonów morskich lub podobne substancje, które nie ulegają trawieniu w przewodzie pokarmowym, natomiast pochłaniając wodę, pęcznieją. Po ich zjedzeniu, zwiększa się objętość pokarmu w żołądku, maleje uczucie głodu i jelita zaczynają lepiej pracować. Z praktyki farmaceutycznej nie znam przypadku, by ktoś tylko przy pomocy takich specyfików, bez przestawienia się na zdrowe żywienie, pozbył się nadmiernej tuszy i utrzymał normalną wagę ciała. Przy okazji wspomnę, że nawet współczesna medycyna nie dysponuje środkami dostatecznie skutecznymi, nie mającymi szkodliwych działań ubocznych.
W przypadku ekstremalnej otyłości stosuje się zabiegi chirurgiczne, np. zakładanie specjalnych obręczy na żołądek, by zmniejszyć jego objętość, lub wycinanie złogów tłuszczu. Jeśli naprawdę chcemy zmniejszyć wagę ciała i zależy nam na zdrowiu, jest tylko jedno; zmienić jadłospis!!

Co jeść?

Odpowiedź jest prosta. Sięgnijmy pamięcią do naszego dzieciństwa, do czasów mam i babć. Nikt wtedy nie studiował literatury o żywieniu, nie szperał w internecie, nie oglądał reklam i nie liczył kalorii, a wszyscy odżywiali się prawidłowo. Jadano tylko to, co w danym sezonie urosło na polu lub dało się przetworzyć domowym sposobem. Dania były oszczędne i proste, jednocześnie pożywne i spełniały kryteria zdrowego żywienia. Większość produktów pochodziła z własnych gospodarstw lub sąsiedzkiej wymiany, a „miastowi” kupowali wprost u rolnika. Jedno jest pewne: jadano skromnie, zadowalając się zupami z jarzyn, kwaśną kapustą, pierogami, owsianką, chlebem, kaszą jęczmienną, ziemniakami z kwaśnym mlekiem, fasolą, grochem i bobem. Zamiast sztucznych przypraw, używano cebulę i czosnek, dających aromat, a jeszcze chroniących przed przeziębieniem. Nikt nie objadał się mięsem. Jeśli pojawiło się na stole, to w zimie była to tłusta wieprzowina, latem królik lub kogutek z własnej hodowli. Pito zbożową kawę, kompot i herbaty ziołowe – z dzikiej róży, liści malin, mięty, melisy, kwiatu lipy. Jako dodatek stosowano miód. Latem delektowano się wodą źródlaną lub ze studni. Ciasta wypiekano na drożdżach z makiem lub owocami. Nikt nie psuł niedzielnej babki sztucznym aromatem. Po grzyby i jagody chodzono do lasu, jednocześnie zażywając świeżego powietrza. Dziś wsiadamy w auto, jedziemy do supermarketu, żeby pobiegać miedzy regałami. Dzieci karmiono głownie mlekiem i jego przetworami. Często kozim – i to nie tylko w ubogich domach, ze względu na jego doskonałe walory odżywcze. Potem ktoś wydał „wyrok” na kozie mleko, oskarżając je o rakotwórczość. Tak odstawiono do lamusa jeden z najwartościowszych produktów żywnościowych, propagując sztuczne mieszanki dla niemowląt , mleko w proszku i w kartonach.

Każdy dom posiadał własną kulturę kulinarną bazującą na przekazywanych z pokolenia na pokolenie przepisach, m.in. wypieku chleba. Któż dziś piecze razowy na zakwasie lub przygotowuje w domu żur? A przecież oba te produkt są gwarantem doskonałej przemiany materii , a co za tym idzie zgrabnej sylwetki i zdrowia.

Dawne i zapomniane to czasy, kiedy kuchnia stanowiła najważniejsze pomieszczenie w domu, gdzie skupiało się życie rodzinne. Centralnym elementem był piec, na którym bulgotała grochówka i wesoło trzaskał ogień. Zawsze był ktoś w domu i czuwał nad obiadem. Nie było delikatesów, ale jadano zdrowo, bez pośpiechu, w rodzinnej atmosferze. Dziś pojęcie kuchnia ma zupełnie inny wymiar. Liczą się modne meble, sprzęt AGD, eleganckie naczynia. Wszystko musi być najlepszej jakości, oprócz… potraw!. Jakoś nie chcemy uwierzyć, że zdrowe jedzenie pomaga uporać się z bezsennością, zlikwidować nadwagę, poprawić odporność.

Albert Einstein powiedział: „Łatwiej jest rozbić atom niż własne, głęboko zakorzenione przekonanie”. ……… Tylko czy on zawsze musi mieć rację?

 

Jolanta Miklar

 

 

 

 

 

 

                                                                                                                              

          O możliwościach pozyskania funduszy i dotacji na funkcjonowanie gospodarstw rolnych, finansowych aspektach prowadzenia gospodarstwa ekologicznego, czy wprowadzeniu możliwości sprzedaży bezpośredniej rozmawiali  rolnicy i producenci żywności ekologicznej podczas VIII Podkarpackiej Konferencji Rolnictwa Ekologicznego, która odbyła się  w Trzcianie. Była to  także okazja do pierwszych podsumowań kończącego się roku i planowania kolejnych działań. Zapotrzebowanie na produkty o wyższym standardzie ciągle rośnie. Polacy lubią kupować żywność ekologiczną związaną z produktami roślinnymi, również takimi, jak miód, jajka i produkty zwierzęce. Produkty tradycyjne to przede wszystkim wyroby wędliniarskie, sery czy pieczywo. Szansą na ułatwienie takiego zakupu ma być sprzedaż bezpośrednia. Nowe przepisy m. in. umożliwiają sprzedaż z gospodarstwa czy podczas wystaw, festynów, targów oraz kiermaszów organizowanych w celu promocji tych produktów - na terytorium całego kraju. Rober Machowski, prezes Podkarpackiej Izby Rolnictwa Ekologicznego, mówił, że takiej sprzedaży nie ułatwiają przygotowane przepisy. Uczestnicy wysłuchali także  wykładu  Jolanty Dal pt. „Sprzedaż bezpośrednia-oczekiwania, fakty i mity” oraz prezentacja produktów i materiałów edukacyjnych w ramach krajowej akcji „BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA”. Jolanta Dal wspólnie z mężem Waldemarem prowadzą gospodarstwo rolne OHANADAL we wsi Osławica, gmina Komańcza 38-543, województwo podkarpackie. Oboje są rolnikami z wyboru. Ich rodzinne gospodarstwo rolne zajmuje 29 ha i posiada certyfikat gospodarstwa ekologicznego. W pracy pomagają im dzieci. Hodują krowy, kozy, króliki, kury, kaczki, gęsi. Uprawiają przydomowy ogródek i ogród. Robią sery dojrzewające krowie i kozie, zsiadłe mleko, masło, twarogi, soki, konfitury, dżemy, susze owocowe. W konferencji uczestniczyła także grupa rolników z naszej gminy.W artykule wykorzystano informacje  Radio Via.

 

 

Nie sposób ustalić kto i kiedy odkrył, że dana roślina leczy ból czy ranę. Pewne jest natomiast, że zastosowania wielu ziół nauczyliśmy się obserwując zwierzęta, które kierując się instynktem wybierały rośliny przywracające im zdrowie. Długo nie interesowało ludzi dlaczego zioła działają.

 Z czasem, bardziej dociekliwi starali się odkryć tajemnice tych wyjątkowych roślin. Taką znajomość posiadali szamani, kapłani, czarownicy, zakonnicy, uprzywilejowane rody, ale też prości wiejscy ludzie przekazujący swoje umiejętności z pokolenia na pokolenie. Wiedzę tę rozwijano tak, że stała się częścią składową naszej cywilizacji.

Od tysięcy lat

Pierwsze informacje o ziołach pochodzą z Egiptu (3 tys. lat p.n.e.). Dotyczyły lnu, ściślej siemienia lnianego i jego zastosowania. Później pojawiły się wzmianki o używaniu mięty, kolendry, rycynusu. W znalezionym przez Ebbersa w XIX wieku papirusie z 1550 roku p.n.e. jest opisanych już 190 roślin stosowanych przez kapłanów egipskich.

Poszczególne epoki i cywilizacje wniosły nowe elementy wiedzy o ziołach, z wielu z nich korzystamy obecnie. Asyryjczycy radzili, by zioła suszyć w cieniu. To ważne dla jakości leków zielarskich. Indie – w księgach jogów wniosły nie tylko informacje o roślinach leczniczych, również o żywieniu, oddychaniu, kąpielach (wodolecznictwie), jako ważnych czynnikach leczniczych. Znaczącą rolę odegrała cywilizacja chińska, wprowadzając do użycia ogromną ilość roślin leczniczych. Zasługą Chińczyków jest m.in. wprowadzenie takich pojęć jak profilaktyka czy antidotum.

Nie gorsza była Europa. W kulturze greckiej wiedza o ziołach była wpleciona w mitologię, stąd niektóre nazwy: krwawnik na cześć Achillesa nazwano Achillea millefolium. Z Grecją kojarzą się najsłynniejsze postacie historii medycyny, jak Hipokrates – etyk, lekarz, nauczyciel, autor przysięgi lekarskiej. Wciąż cytowana jest jego myśl „aby żywność stała się naszym lekarstwem, a lekarstwo żywnością”. Teofrast (300 lat p.n.e.) pierwszy opisał rośliny, ich poszczególne elementy: kwiat, liście, korzeń. Zwrócił uwagę na zapach i smak oraz to, że każda część może mieć inne właściwości lecznicze. Z Sokratesem kojarzy się niechlubny sposób stosowania ziół, ponieważ został otruty cykutą, szalejem jadowitym (Cicuta virosa)

Wiele od Greków przejęła medycyna rzymska. Galen, lekarz rzymskich gladiatorów, przeszedł do historii jako twórca galeników, czyli preparatów ziołowych na bazie wody i wina. Później poszerzono je o spirytus i eter. Galenowi zawdzięczamy też pierwsze informacje o anatomii człowieka. Mówiąc o dorobku minionych kultur, wspomnę, iż Arabowie wprowadzili podział ludzi zajmujących się leczeniem, na lekarzy i farmaceutów. Do lecznictwa wnieśli m.in. kamforę, pieprz i goździki. Także Żydzi stosowali wiele roślin leczniczych i przypraw, rozwinęli „przemysł” kosmetyczny bazujący na wonnościach, niekiedy cenniejszych od złota, a pozyskiwanych z ziół. Nawet w Piśmie Świętym znajdujemy wzmiankę o tym, że gdy Maria Magdalena namaściła Jezusa drogim olejkiem, wywołała tym oburzenie apostołów. Stary i Nowy Testament zawiera liczne informacje o ziołach (Pisaliśmy szerzej na ten temat – red.). Święta Hildegarda z Binngen, mniszka, mistyczka, znawczyni ziół, wylansowała orkisz, kozie mleko, bertram, leczenie kolorami, kamieniami szlachetnymi i minerałami. XV wiek to czas wielkich wypraw zamorskich, z których przywieziono do Europy wiele nieznanych dotąd roślin jak papryka, szafran, ziemniak, które nie tylko stanowiły pokarm czy przyprawę, stosowano je również jako leki.

Tak dochodzimy do ważnej osoby urodzonej w 1493 r. w Bazylei, lekarza obdarzonego światłym umysłem, zwanego Paracelsusem. On to wysunął tezę, że nie leczy cała roślina, a jeden z jej składników, ten zaś trzeba wydobyć i stosować w odpowiednich dawkach, zależnie od nasilenia objawów. Teza ta, mimo że mijała się z prawdą, spowodowała duże poruszenie w ówczesnym świecie nauki i całkiem nieświadomie wniosła podwaliny dzisiejszej farmakochemii. Po ogłoszeniu tej teorii, rozpoczęto badania i analizowanie roślin w celu wyodrębnienia najważniejszych substancji. W 1746 r. niemiecki chemik Andreas Sigismund Margraf wyizolował cukier (sacharozę) z buraka cukrowego, dając podstawę najpierw niemieckiego, potem światowego przemysłu cukrowniczego. Konsekwencje tego, zwłaszcza zdrowotne, wszyscy znamy. Dopóki jako słodka przekąska jadany był cały burak, nikomu nie mógł zaszkodzić. Zespół składników zawartych w tej roślinie pomagał w trawieniu sacharozy. Wytwarzany przemysłowo cukier nie jest już obojętny dla organizmu człowieka. Można powiedzieć, że ma nawet zgubne działanie, patrząc na to co dzieje się obecnie.

Przez pewien czas otrzymywano więc pojedyncze substancje, izolując je z roślin. Na podstawie tej wiedzy, wyzwaniem stało się wytworzenie podobnych substancji w sposób sztuczny. W 1897 roku chemik Feliks Hofman jako pierwszy dokonał chemicznej syntezy preparatu nadającego się do stosowania farmaceutycznego. Był to kwas acetylosalicylowy. Czyli aspiryna. Dziś lek ten podbija świat. Rocznie produkuje się go 40 tys. ton! Ma zastosowanie jako środek przeciwbólowy, przeciwzapalny, przeciwgorączkowy, rozrzedzający krew. Ma także poważne działanie uboczne, m.in. powoduje krwawienia, stany zapalne błony śluzowej żołądka i jelit, nie nadaje się do leczenia dzieci….

Nie to samo

Przyjrzyjmy się aspirynie. Jej nazwa i substancja czynna pochodzą od wiązówki błotnej (Spirea ulmaria). Jest to roślina wilgotnych łąk i zarośli o biało-różowych kwiatach i pięknym zapachu pochodzącym od aldehydu salicylowego, który w organizmie człowieka przekształca się właśnie w kwas acetylosalicylowy. Kwiat wiązówki błotnej ma szerokie terapeutyczne zastosowanie: działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, przeciwgorączkowo, moczopędnie, napotnie, odtruwająco, kojąco i – jak pisał prof. Jan Muszyński, wiązówka „nawet przy dłuższym stosowaniu nie psuje trawienia”. W jej składzie są garbniki osłaniające śluzówkę przewodu pokarmowego, czego nie mają tabletki. Zresztą, w naturze nie ma żadnej rośliny, w skład której wchodzi tylko jedna substancja czynna. Jest ich kilkadziesiąt, nawet kilkaset, przy czym każda ma wyznaczoną funkcję. Dziś aspirynę zna cały świat, a o wiązówce mało kto słyszał.

Zastanówmy się zatem, czy nie warto wrócić do „prawdziwej” żywności i ziół, czyli kluczowych elementów gwarantujących zdrowie. Do tego jeszcze odrobinę „zdrowego” rozsądku, by zrozumieć, że wyleczyć możemy się tylko usuwając przyczynę choroby. Do najważniejszych czynników chorobotwórczych należą niedobory składników odżywczych. Przestańmy więc jeść, a zacznijmy odżywiać organizm. Składniki odżywcze to nie tylko tłuszcze, białka, węglowodany – tego dostarczamy aż za dużo. Brakuje nam witamin, soli mineralnych, enzymów itp. Tylko że tych braków nie odczuwamy tak jak innych. Kiedy brakuje wody w organizmie, czujemy pragnienie. Gdy żołądek pusty – odzywa się głód. Braku witamin na początku nie odczuwamy w ogóle. Często ignorowane przez nas objawy, takie jak: zimne stopy, wypadanie włosów, zmęczenie, rozdrażnienie, nadmierny apetyt, zgaga itp. mogą zwiastować zagrożenie, a w konsekwencji chorobę. Medycyna konwencjonalna zacznie leczyć standartowo objawy, co nie zapewnia wyleczenia. Przyczynowe leczenie to głównie zmiana odżywiania: wprowadzenie pełnowartościowej diety i ziół.

 Dlaczego są skuteczne?

Są skarbnicą substancji, jakich nam brakuje, jakich nie jesteśmy w stanie dostarczyć w wystarczającej ilości wraz z pożywieniem. Występują one w idealnych proporcjach i w takiej postaci, w jakiej nasz organizm może je przetworzyć. Mają ogromy potencjał energetyczny, siłę regeneracyjną. Potrafią naprawić szkody uznane za nieodwracalne, jak np. uszkodzenie chromosomów. Działają regulująco, odtruwająco. Zwłaszcza ma to znaczenie, gdy w organizmie jest wiele toksyn, także z leków syntetycznych. Prawidłowo stosowane zioła nie wprowadzają skutków ubocznych. Umiejętnie można je stosować równocześnie z innymi lekami. Są niezastąpione w leczeniu chorób układu pokarmowego (żołądka, wątroby), nerek, dróg oddechowych, układu nerwowego. Dają dobre rezultaty w leczeniu dzieci i osób w podeszłym wieku. Leki ziołowe organizm człowieka zna od zarania dziejów, jest do nich przyzwyczajony, a leki syntetyczne są nowością mającą około 100 lat.

Jeszcze jedną zaletą ziół jest to, że są powszechnie dostępne. Natura urządziła to genialnie: zioła, które są najbardziej nam potrzebne, rosną w zasięgu ręki. I to w takiej ilości, że nikomu nie zbraknie. Do takich należą: pokrzywa, mniszek (mlecz), babka, skrzyp, krwawnik, perz, podagrycznik itp. Wszystko to najlepsze leki. My zaś, jak na ironię, nazwaliśmy je chwastami i zwalczamy bezlitośnie, stosując…chemiczne trucizny.

Na każdą chorobę

Natura daje nam zioła w najodpowiedniejszych sezonach. Kiedy zniknie śnieg, wśród pierwszych roślin pojawia się podbiał, bogaty w cynk – wzmacniający układ odpornościowy, nadwyrężony długą zimą. Zaraz potem czosnek niedźwiedzi z ogromną ilością siarki aktywnej, znakomicie odtruwający i regenerujący organizm. Wczesną wiosną rośnie też pokrzywa, hojnie obdarowując nas solami mineralnymi mającymi znaczenie w oczyszczaniu, odkwaszaniu krwi i remineralizacji organizmu. Równocześnie wyrasta mlecz będący skutecznym środkiem na wzmocnienie wątroby, która przecież do tej pory tyle się napracowała czyszcząc nasz organizm. Latem i jesienią łąki i lasy obfitują w kolejne rośliny mające dla człowieka znaczenie we wzmacnianiu i ratowaniu zdrowia.

Po rewolucji przemysłowej, od kiedy maszyna zdominowała pracę i w ogóle funkcjonowanie ludzi, doszła elektryczność, która spowodowała pomieszanie dnia z nocą i człowiek zatracił naturalny rytm życia. Rozpoczął się pęd i towarzyszący mu stres. Najbardziej ucierpiało na tym serce – organ, który szczególnie ceni sobie spokój. Człowiek zapłacił wysoką cenę za wprowadzenie postępu technicznego. Tą ceną są choroby serca i układu krążenia, które zabijają najczęściej.

I tu znowu natura przychodzi ludzkości z pomocą: mamy głóg, fantastyczną roślinę, której kwiatostan i owoce przywracają sprawność układu krążenia, wzmacniają serce, regulują ciśnienie, są pomocne w bezsenności. Ten lek z apteki natury można stosować przez dłuższy czas bez obawy o działanie uboczne.

Jeśli chcemy utrzymać lub odzyskać zdrowie, musimy wrócić do natury, ona jest nieomylna. Czasem może wydawać nam się słaba i bezbronna jak biblijny Dawid stający na przeciw aroganckiego Goliata – wszechmocnej farmacji.

Ale wiemy kto wygrał…

Jolanta Miklar

 www.ziolaidieta.pl

Artykuł ukazał się w KWARTALNIKU Porady Na Zdrowie

 

 

 

 

                         Cho­ciaż nasz kraj nie ma takiej tra­dy­cji sero­war­skiej jak Fran­cja, Szwaj­ca­ria czy Holan­dia sery warzono na ziemiach polskich od wieków. Nasi przod­ko­wie też warzyli sery, a dobre gospo­dy­nie miały na to swoje recepty przekazywane z ust do ust przy rodzinnym stole. Do tych tra­dy­cji wra­cają teraz liczni zapa­leńcy, serowarstwo znów staje się popularne, bo sery zrobione w domu są niepowtarzalne.

 

                  Stowarzyszenie Rozwoju na Rzecz Gminy Krempna zainaugurowało zajęcia w ramach projektu „Aktywizacja współpracy wspólnot lokalnych i instytucji w gminie Krempna” Jego podstawę stanowi założenie, że dobra współpraca przekłada się na korzyści dla całej społeczności lokalnej.

 

 

                  Celem zajęć było zapoznanie z założeniami programu, zintegrowanie uczestników, poznanie ich zainteresowań, uzdolnień i temperamentu. Powstało 6 grup warsztatowych, w których uczestniczy 66 osób.

 

         

               Głównym i najważniejszym celem projektu będzie aktywizacja i integracja lokalnej społeczności gminy Krempna. Założenia projektu będą realizowane w formule oddolnych  inicjatyw społecznych i, angażujących mieszkańców gminy Krempna w działania na rzecz wspólnego dobra i realizacji wspólnych celów.

 

Następne spotkania odbędą się w niedzielę 17 lipca.

            W niedzielne upalne popołudnie 26 czerwca w Krempnej  żar lał się z nieba strumieniami  jak przystało na lato,  ale nie tylko w pogodzie było gorąco. Na zaproszenie naszego Stowarzyszenia do Krempnej zawitali uczestnicy VII Ogólnopolskiego Zlotu Pojazdów „Moto Legendy PRL”

Samochód w PRL-u - podobnie jak mieszkanie był towarem luksusowym. Produkcja nie nadążała za popytem. W latach 70. XX w. władze wymyśliły system przedpłat na samochody. Aby kupić "malucha", dużego fiata, syrenę czy poloneza, trzeba było najpierw wpłacić całość lub część wartości auta, a pojazd odbierało się po kilku latach.

Na stadionie w Kotani stanęło prawie 70 aut, zaliczanych już do klasyków polskich dróg. Wśród samochodów królowały popularne kiedyś maluchy, polonezy, duże fiaty, volkswageny, trabanty, ale nie zabrakło również syrenki, tarpana, nysy i żuka. Wszystkie kojarzone z luksusem minionej epoki - PRL- u.

Dziś w dobie wszechobecnych komputerów, wydaje się to niemożliwe, że te auta w ogóle jeździły.

Ludzie wynajdują je na złomowiskach, wyciągają ze starych szop i remontują – stąd ich dobry stan. Myślę, że właściciele nowych samochodów, nie dbają tak o swoje auta, jak posiadacze i miłośnicy klasyków. Ciekawostką jest, że wokół aut z minionej epoki tworzy się swoista otoczka symboli lat PRL-u. Oprócz samochodów, pasjonaci zbierają również inne przedmioty, które były symbolem tamtych lat. Za szybami niektórych samochodów leżały paczki po papierosach „Popularnych”, stare sto złotych, kartki na mięso i różne produkty z lat 80.

Wielu mieszkańców robiło sobie pamiątkowe zdjęcia przy zabytkowych maszynach. Inni zasiadali za kierownicą z czystej ciekawości, a jeszcze inni z sentymentu.

Wśród licznych perełek, jakie brały udział w tym zlocie ciekawostką był na pewno pierwszy w Polsce fiat 126 p w wersji rajdowej zarejestrowany jako zabytek.

 Załodze milicyjnego fiata 125 p dziękujemy za wsparcie i zabezpieczenie ruchu drogowego naszej imprezy oraz bardzo miłą atmosferę, której milicja nigdy nie miała wokół siebie w tamtych czasach.

Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom imprezy za udział, a szczególne podziękowania kierujemy do osób zaangażowanych w prace organizacyjne jak również darczyńcom i sponsorom.


Sieć szerokopasmowa to zadanie, które było realizowane w pięciu województwach Polski wschodniej.

Chcemy, aby dzięki tej inwestycji Internet był codziennością, a nie jak bywa teraz – luksusem – mówili urzędnicy Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Warta ok. 340 mln euro inwestycja przez specjalistów jest określana mianem największego przedsięwzięcia teleinformatycznego w Europie. Unia Europejska sfinansowała 85 procent przedsięwzięcia. Celem projektu na poziomie naszego województwa było zapewnienie do końca 2015 roku dostępu do usług szerokopasmowych dla 90% mieszkańców i 100% instytucji publicznych.
w Województwie Podkarpackim. Do końca września wykonawca, czyli konsorcjum Otwarte Regionalne Sieci Szerokopasmowe wykonał na Podkarpaciu sieć światłowodową o łącznej długości 2060 kilometrów. Wybudował 203 węzłów dystrybucyjnych i szkieletowych.

W niedługim czasie Internet dojdzie do każdej podkarpackiej strzechy - obiecywał dyrektor Departamentu Społeczeństwa Informacyjnego Województwa Podkarpackiego Sławomir Cynkar.

Pomysł, by z unijnych funduszy sfinansować budowę sieci w miejscach oddalonych od cywilizacji, wydawał się świetny: tam, gdzie telekomom nie opłaca się realizować przyłączy internetowych, bo potencjalnych klientów jest niewielu, np. w małych wioskach czy osadach zagubionych wśród lasów, miały być one zrealizowane z pieniędzy UE.

Gmina Krempna, jako jedna z kilkudziesięciu gmin w Polsce została wytypowana do programu usuwania białych plam, czyli umożliwienia mieszkańcom lepszego dostępu do Internetu. 

                                                                                                         Źródło: pcword.pl

W ramach przeprowadzonych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), konkursów do Działania II.1. ,,Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej" Program Operacyjny Rozwój Polski Wschodniej 2007-2013 firma EXPRO Sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie otrzymała dofinansowanie na budowę sieci światłowodowej nowej generacji w powiecie jasielskim. Umowa dotyczyła budowy sieci światłowodowej nowej generacji o przepustowości minimalnej 30 Mb/s na terenie 3 gmin powiatu jasielskiego wraz z podłączeniem ich do węzła Sieci Szerokopasmowej Polski Wschodniej i obejmowała wszystkie miejscowości naszej gminy. Po wygraniu konkursu firma EXPRO zorientowała się, że budowa linii do miejscowości Ożenna, Grab, Wyszowatka i Huta Polańska pociągnie za sobą spore koszty wpływające znacznie na koszt całej inwestycji i podjęła działania mające na celu wykreślenie tych miejscowości z projektu. W porozumieniu z PARP zamierzony cel osiągnęła. Oczywiście mieszkańców o tym fakcie nikt nie poinformował.

                                                                                                    Źródło: Wikipedia

Jedyna informacja, jaka została podana przez firmę EXPRO została zamieszczona na stronie internetowej firmy w dniu 14 stycznia 2016 roku a więc już po zakończeniu projektu. W efekcie realizacji projektu nieatrakcyjne inwestycyjnie tereny, gdzie występuje słaba gęstość zaludnienia, niskie dochody mieszkańców, zostały pominięte. Łącza wykonano tam, gdzie się to komercyjnie opłaciło. Ta inwestycja podniosła komfort tym, którzy już i tak są rozpieszczani przez operatorów i mogą przebierać w ofertach. Jedni mają luksusowe łącza inni białe plamy, na których próżno szukać nawet starych miedzianych kabli. Siec została zbudowana, ale czy to wszystko było zgodne z wnioskiem aplikacyjnym?

Pan Adam Wójcik przedstawiciel firmy Expro twierdzi, że tak. Został zaproszony na ostatnią sesję Rady Gminy Krempna, która odbyła się 7 lutego.

Odpowiadał na pytania radnych, które skupiły się wokół realizowanego przez Expro projektu na terenie naszej gminy. Poinformował, że wkrótce zostaną przeprowadzone testy techniczne a następnie  uruchomienie i rozruch sieci szerokopasmowej. Od marca firma rozpocznie świadczenie usług komercyjnych. Internet będzie przesyłany z prędkością 30 Mb/s lub 50 Mb/s, przygotowana jest także oferta dla osób zainteresowanych telefonem i telewizją.

Trwają prace nad ustaleniem cennika usług.

W tym miejscu nasuwa się pytanie: jak to jest, że w gminie Lutowiska udało się doprowadzić sieć do miejscowości takich jak Chmiel, Dwernik czy Zatwarnica, które leżą w najdalszej części  gminy. Czy władze naszej gminy zrobiły cokolwiek w tej sprawie?

Ponieważ sprawa wzbudza wiele kontrowersji będziemy do niej wracać.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z podsumowaniem sondy, w której braliście udział.

Na pytanie - Czy jesteś zadowolony z opieki swojego lekarza rodzinnego  Ryszarda Sewielskiego ? aż 55 użytkowników odpowiedziało TAK. Znaleźli się również pesymiści, a dokładnie 13 osób  z Państwa stwierdziło, że jest niezadowolona. 

 

W naszej sondzie wzięło udział   68  osób. Dziękujemy wszystkim za oddanie głosu i zapraszamy do głosowania w następnych sondach.  

 

 

 

W mroźne, niedzielne popołudnie, 3 stycznia 2016 r. w Domu Ludowym w  Polanach  odbyło się spotkanie Stowarzyszenia Rozwoju Na Rzecz Gminy Krempna. Spotkanie miało rangę Walnego Nadzwyczajnego Spotkania, gdyż zaszła pilna konieczność podjęcia kilku uchwał oraz zmian w statucie Stowarzyszenia. Samo spotkanie zostało podzielone na dwie części - formalną i nieformalną. Część formalna została przeznaczona na przyjęcie Regulaminu Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia oraz dokonanie koniecznych zmian formalnych w Statucie. Przyjęto także uchwałę w sprawie ustalenia wysokości, sposobu oraz terminu płatności składek członkowskich. Dyskutowano nad kierunkami rozwoju naszej organizacji i planami na nadchodzące miesiące.

Część nieformalna została poświęcona spotkaniu z przedstawicielami  organizacji działających na terenie naszej gminy. Na nasze zaproszenie w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Stowarzyszenia Gospodarstw Ekologicznych Eko Wisłoka z Krempnej, Towarzystwa Miłośników Krempnej i Okolic,  Panie z Kół Gospodyń Wiejskich  oraz wójt naszej gminy Pan Kazimierz Miśkowicz. Mimo zaproszenia nie dotarła delegacja słowacka  z Obec  Niżna Polianka i Komendant Gminny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. Uczestnicy spotkania  zauważyli, że zaangażowanie społeczeństwa lokalnego w działalność pożytku publicznego gminy jest znikome. Chcemy  zwrócić uwagę na ludzi żyjących wokół nas i nasze otoczenie. Działajmy z myślą o ludziach. Naszym  celem jest  dążenie do integracji mieszkańców, chęć  zmiany wizerunku gminy z nudnej, zaniedbanej na nowoczesną  ze świadomymi swoich praw i obowiązków mieszkańcami. Dotychczasową współpracę  trudno określić jednym zdaniem. Są osoby  bardziej nam przychylne inne mniej, niektórzy nie wiedzą o naszym istnieniu, inni widzą w nas dobrego partnera. We współpracy  oczekujemy przede wszystkim partnerskiego podejścia. Chcielibyśmy być partnerem  a nie brzydkim kaczątkiem, czy kukułczym jajem. A żeby nastąpił rozwój i zmiana, trzeba się na nie otworzyć. Tak naprawdę, tylko wspólnie możemy coś zmienić, pracując w grupie, słuchając siebie nawzajem, znajdując razem rozwiązania. Jedni niech dadzą oparcie i doświadczenie, inni  energię i chęć do działania. Z dużą radością przyjmujemy zapewnienia Pana Wójta  o dobrej woli współpracy  z organizacjami pozarządowymi  działającymi na terenie gminy. Ta gmina zasługuje na promocję, zasługuje na wykorzystanie swoich możliwości, na to, żeby mieszkańcy  na jej walorach zarobili i by żyło się nam wszystkim  lepiej. Trzeba  przyciągnąć ludzi którym coś się jeszcze chce w narastającym marazmie. Wiele osób nie ma możliwości wypowiedzenia się i przebicia ze swoimi pomysłami. Dajmy im szanse.

Wiesław Kmiecik

 

 

 

 

 

               Ile razy słyszymy o bogatych, europejskich, emerytach. Przechodzą na emeryturę i stać ich na wszystko, na wczasy, drogie samochody. Zazdrościmy im. Tacy wiedzą, że żyją i pożyją na emeryturze. U nas emeryt dostaje głodową i rentę i emeryturę, często boryka się z problemem czy wykupić lekarstwa czy zapłacić rachunki. Przykre, smutne i wkurzające do szpiku kości.

Kiedyś mój znajomy z Niemiec opowiadał skąd takie emerytury i jak to u nich działa. Emerytura państwowa też jest bardzo niska, ale młody Niemiec, gdy tylko zaczyna pracę, jeszcze przed otrzymaniem pierwszej wypłaty, ma podpisaną umowę z funduszem Ubezpieczeniowo-Oszczędnościowym. Co miesiąc odkłada sobie określoną kwotę, której wysokość zależy tylko od niego.

Wiadomo, co Polak robi z pierwszą wypłatą? Informuje kolegów a głowy bolą ich jeszcze dwa dni, w końcu jest, co świętować.

Kiedyś zadzwonił do mnie Milusi Pan. Poinformował, że numer telefonu dostał od mojego przyjaciela, chciałby się spotkać i porozmawiać. Nic mnie to nie będzie kosztowało.

,,Oesu!” – pomyślałam, kolejny domokrążca sprzedający samo gotujące garczki albo materace, które leczą zanim jeszcze się na nich położysz. Albo pościel, która leczy alergie i wszystkie inne choroby ratując niejedno małżeństwo. Jasny gwint! Ale mnie wkopał, przyjaciel, psia mać. Trudno, poświęcę się. Będę przez godzinę, maślanymi oczętami, gapić się w Milusiego Pana i udawać zainteresowanie. Przyrzekłam sobie, że tym razem nic nie kupię! Na wszelki wypadek pieniądze zaniosłam do sąsiadki nakazując jej żeby pod żadnym pozorem mi ich nie dawała! Nie dzisiaj! Podzwoniłam po znajomych i zażądałam stanowczo żeby pod żadnym pozorem nie pożyczali mi dzisiaj pieniędzy a najlepiej gdyby nie odbierali telefonów ode mnie i nie otwierali drzwi, gdy będę się do nich dobijać. Coś tam niezrozumiałego powiedzieli pod nosem, sąsiad zapytał czy mam w domowej apteczce pyralginę, ale wszyscy solidarnie obiecali nie pożyczać. Tak zabezpieczona, uspokojona czekałam na wizytę Milusiego Pana.

Przyszedł, ładnie się przywitał Ładniusi Pan (ten to mógłby mi wcisnąć nawet krzywą wieżę). Usiadł i opowiedział, po co do mnie przyszedł. Zaczęło mi się podobać, nie musiałam udawać zainteresowania. Ładniusi Pan skończył i na następne spotkanie umówiliśmy się za dwa tygodnie.

Dziś minęło dwa tygodnie i Ładniusi Pan znowu zapukał do moich drzwi. Po naszej ostatniej rozmowie przygotował dla mnie dwie oferty.

Obie mi się spodobały, ale ta jedna szczególnie. Wpłacając, co miesiąc 300zł -przez 22lata, już w wieku sześćdziesięciu lat mogę przejść na rentę, swoją prywatną rentę i na rękę będę dostawać 1719zł. Trochę mało jak na luksusowe życie, gdybym miała dwadzieścia lat moja renta wynosiłaby 4000zł. Trudno, i szkoda, że Ładniusi Pan nie zapukał do mnie wcześniej. Oprócz renty, na koncie, będę miała 79200zł moich wpłat plus odsetki a to daje całkiem sporą sumkę.

Fajna wizja, ale zaczęły się pytania

Ja -co jeżeli firma zbankrutuje?

Ł.P.- W ostatnich pięćdziesięciu latach nie zbankrutowała żadna taka firma, najwyżej dochodziło do fuzji

Ja- No, ale jeżeli jednak zbankrutuje?

Ł.P.- Z całą pewnością nie straci Pani swoich pieniędzy, KNF nad nimi czuwa.

Ja-no dobra, ale koleżanka ma lepsze warunki, jeżeli chodzi o ubezpieczenie grupowe

Ł.P- proszę się upewnić, czy aby na pewno, gdy np.  złamie czy zwichnie nogę przywiozą jej kule w prezencie, czy wypożyczą sprzęt medyczny. U nas Pani dzwoni i na drugi dzień już są. Czy przyjedzie do niej pielęgniarka zrobić zastrzyk, u nas to wszystko jest w pakiecie? To my przyjeżdżamy po dokumentację medyczną, gdy staramy się o odszkodowanie dla Pani wszystko to robimy my a Pani nie musi wychodzić z domu (coś w sam raz dla takiego, wygodnego człowieka jak ja)

Było jeszcze mnóstwo pytań, wątpliwości.

Za dwa tygodnie Ładniusi Pan zapuka ponownie z odpowiednimi dokumentami.

A ja się zastanawiam, podpisać czy dać sobie spokój i odkładać pieniądze na lokatę, gdzie jest 3% oprocentowanie (tu bym miała 5%)

Przecież równie dobrze może zbankrutować bank, może.

W razie mojej (tfu tfu tfu) śmierci rodzina będzie ciągała się po sądach żeby odzyskać wpłacone przeze mnie pieniążki (tutaj wypłacą bez problemu wszystkie, które wpłaciłam plus odsetki, w PZU tego nie dostanę) 

Ubezpieczając się w PZU, bo przecież trzeba się ubezpieczyć od nieszczęśliwych wypadków, PZU nie wypłaci pieniążków, które wpłaciłam, bo to nie fundusz ubezpieczeniowo-oszczędnościowy.

Główkuję, szukam wszystkich za i przeciw. Zostało jeszcze 14 dni

 

      To był dziwny okres w moim życiu. Czułam się jak żaba zawieszona nad stawem w upalne dni. Los dał mi porządnego bęcka, zawiesiłam się w próżni. Ale ileż tak można wisieć? Podobno co wisi nie utonie ale czułam, że w moim przypadku zaczynam coraz głębiej zanurzać się w oceanie smuteczków. To chyba był taki lekki przesyt otaczającego świata. Zawsze bardziej martwiłam się o innych niż o siebie. Uważałam, że nie mam na co narzekać bo inni mają gorzej. Ileż to razy snułam się po domu obmyślając jak pomóc czy w jaki sposób dać do zrozumienia, że trzeba tylko odrobinę się postarać żeby sobie pomóc, żeby było lepiej, żeby komuś chciało się zawalczyć o siebie. Jeden posłuchał inny popukał w czoło. Moje postanowienie noworoczne brzmi-koniec bezinteresowności. Dość, zajmuje się tylko sobą, rodziną i jeszcze kilkoma innymi sprawami, które są dla mnie ważne. Generalnie denerwuje mnie postawa na lisa. Czają się czekając na lepszy los ale nie robią w tym kierunku nic. Lepiej narzekać, użalać się nad sobą i czekać na tajemniczą postać, która podsunie wszystko gotowe pod nos. Fajnie żyć w takiej bajce ale życie to nie jest bajka, jak sobie pościelimy tak się wyśpimy. Wiem, że w przeważającej ilości przypadków realizację pomysłu, na swój mały świat ograniczają możliwości finansowe, czasami nie do przeskoczenia i wtedy trzeba pożegnać się z marzeniami o międzynarodowej karierze znanej biznesmenki z Podkarpacia. Życie to nie bajka. Ale gdy tak pomyśleć, że wielcy tego świata, swoje biznesy rozkręcali w garażu czy w piwnicy, jest się nad czym zastanowić. Znam osoby, które mają niesamowite zdolności plastyczne, z niczego potrafią zrobić coś, kilka gałązek, siano, bibuła i już wyczarowują piękny, świąteczny stroik. Szkoda, że takie rzeczy robią tylko na użytek własny. Marnujecie się kobitki! Miastowi chętnie kupiliby u was taką rękodzielniczą perełkę! Jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną. Widzę ogromną lukę na rynku pamiątek z Krempnej. A przecież wystarczy pojechać do pierwszej lepszej miejscowości wypoczynkowej żeby zauważyć, że zwykła łyżka ozdobiona kokardką z napisem ,,pamiątka z…” sprzedaje się jak ciepła bułeczka, bo pamiątka kupiona z pobytu w danej miejscowości przypomina nam wakacje, albo pierwszy pocałunek, albo rozstanie. Przecież, kobietki macie pomysły, macie talent to dlaczego nie widzę straganu z pamiątkami na placu targowym czy nad zalewem? Przecież to nie jest żaden wstyd! Skoro taki Picasso nie wstydził się zarabiać na swoim talencie to wy też nie powinniście. Myślicie, że Picasso potrafiłby zrobić niepowtarzalną pamiątkę z Krempnej? Myślę, że wątpię. Generalnie to chyba mamy problem z promowaniem siebie, nikt nas tego nie nauczył, nie potrafimy się chwalić sobą albo powstrzymuje nas obawa przed łatką ,,zgrywus”, ,,samochwała”. A niech sobie przypinają łatki, to nic nie kosztuje. Przestaną gdy na swoim pomyśle zaczniesz zarabiać pieniądze, ale wtedy też nie licz na życzliwość, bo łatka będzie miała inny napis. Wiem gdzie można kupić, za grosze, drewniane łyżki, łopatki i inne, czekające na przyozdobienie, ciekawe przedmioty. Wiem ale nie potrafię nadać temu urody, to znaczy potrafię ale zbyt miałabym tylko u wielbicieli Picassa a nie wiem gdzie ich szukać. Jeżeli nie chcecie stać ze straganem to jesteście w odpowiednim miejscu i na odpowiedniej stronie. Możecie dać darmowe ogłoszenie na stronie Stowarzyszenia, wymyślić sobie pseudonim  i sprzedawać! Warto promować siebie, tak jak warto mieć noworoczne postanowienia. Ja swoje już złamałam. Myślę nad nowym.

 

 

 

 

 Zainspirowały mnie dwa komentarze. Tak sobie pomyślałam, fajnie by było stworzyć taki klub ryczących czterdziestek i pięćdziesięciolatek. Klub w którym wymieniałybyśmy się przepisami na szarlotkę czy sałatkę, którą jadłyśmy u cioci na imieninach. Fajnie by było posiedzieć, porozmawiać, wypić kawkę, zjeść ciasteczko. Od czasu do czasu wybrać się na pieszą wycieczkę po naszych pięknych okolicach. Pozwiedzać zabytki, ciekawe miejsca.  Jednym słowem nauczyć się naszych okolic.

Swego czasu gdy pytano mnie co u nas jest ciekawego do zwiedzenia zawieszałam się, szukam, szukam w głowie i…. pustka. Myślę, jest takie miejsce, w Krempnej za remizą, wszystkie chłopy walą tam  jak w dym, ale nie wiem co tam jest więc cicho sza, trzeba zwiedzić, sprawdzić, później polecać. Byłam, zwiedziłam, sprawdziłam, nie polecam.

I wiecie co? Musiałam usiąść, przeczytać książkę o Gminie Krempna, napisaną przez osobę która tu nie mieszka i wielu rzeczy się dowiedzieć. Poczytałam też fora internetowe i już wiem czym zachwycają się przyjezdni. Mam! Wiem co polecać, do czego zachęcać, o czym opowiadać!

Eureka!

Byłoby to fajne gdybym walory naszej gminy poznała sama, starała się umieć patrzeć. Bo głupio jest gdy dowód piękna, który jest na wyciągnięcie ręki dostrzega się dopiero po przeczytaniu opisu. To tak, jakbym szła na wernisaż, gdzie do każdego obrazu jest doczepiona kartka z instrukcją ,,co autor miał na myśli”. Nie muszę wysilać zanikających komórek mózgowych, wszystko podane na tacy.

Ale wiem na pewno, że Ty masz tak samo. Może warto to zmienić. Nauczyć się, odrobić zaległą lekcje i być dumną ze swoich okolic. Krajobrazu, który mamy okazje podziwiać, a którego nie widzimy, zazdroszczą nam wszyscy.

Podoba mi się ten pomysł. Myślę, że taki klub powołamy.

Może na początek będzie nas dwie? Nie wiem. Relację ze spotkań będziemy zamieszczać na stronie internetowej, może z czasem dołączy was coraz więcej. Wiek nie gra roli, to nie muszą być tylko wiekowe damy ale też ich córki, wnuczki. Fajnie by było uczyć się też siebie nawzajem, by móc się przekonać, że tworzymy  naprawdę fajne społeczeństwo.

Precz z marazmem!

Precz z generalnymi porządkami co sobotę, jedna sobota w  miesiącu wolna, tylko dla siebie. Będziemy się dopieszczać, nasze zmysły-widokiem, podniebienie-szarlotką, a kiedyś może i ciało- SPA?

Wiecie ile możemy nauczyć się od siebie nawzajem? Nie zdajemy sobie sprawy dopóki  nie zaczniemy tego robić.  Mam nadzieje, że po przeczytaniu tych moich bazgrołów, chociaż dwie powie, wiem, że nic nie wiem. Nie będę osamotniona w swojej ignorancji .

A gdybyśmy jeszcze zrobiły kabaret, to byłby ogromny skok ku cywilizacji.

Warunek jest jeden. Nie przejmować się, mieć dystans do siebie, niech sobie gadają. To wszystko przetrzymamy. Jesteśmy najfajniejsze, najmądrzejsze, moc jest z nami. Bo jak nie z nami to przecież nie z Pituchami, którym nie będzie się chciało wyciągnąć nosa na zewnątrz.

Myślę, dam znać, czytajcie mnie i naszą stronę.

Howk!

Wasza Zołza

Polecamy

 

  

      
     
   magu

             

             

 

Polub nasz profil.

Pogoda

Krempna Poland Słonecznie, 8 °C
Obecne warunki
Wschód: 5:43 am   |   Zachód: 7:27 pm
93%     6.4 km/h     32.848 bar
Forecast
PT Najniższa: 9 °C Najwyższa: 24 °C
SO Najniższa: 12 °C Najwyższa: 25 °C
N Najniższa: 13 °C Najwyższa: 26 °C
PN Najniższa: 14 °C Najwyższa: 27 °C
WT Najniższa: 13 °C Najwyższa: 20 °C
ŚR Najniższa: 11 °C Najwyższa: 19 °C
CZ Najniższa: 10 °C Najwyższa: 22 °C
PT Najniższa: 12 °C Najwyższa: 23 °C
SO Najniższa: 12 °C Najwyższa: 23 °C
N Najniższa: 13 °C Najwyższa: 21 °C
agro tur

Garnitur męski
(Moda / odzież męska )

Garnitur męski
03-13-2016

Sprzedam buty
(Moda / obuwie męskie)

Sprzedam buty
03-13-2016

Tablet Lark Free Me X2 8
( / Elektronika)

Tablet Lark Free Me X2 8
02-16-2016
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd