Krempniańskie Klimaty

Wbrew ogólnym tendencjom, tematom aż nadto drażliwym i kłopotliwym, na przekór wątkom „z pierwszych stron biuletynów” wbijam kij w mrowisko i …obniżam tętno…. – może kogoś to zainspiruje do powstrzymania się od pośpiechu, wyhamowania i przeżycia choćby skrawka wyciszającej i łagodzącej obyczaje jesieni …

 Mój góralski Guru Jan Krzeptowski zwany Sabałą mawiał:” Smutne serce gorse niźli chorość – pilniej cłowieka uśmierzci” - słowa te stają się teraz bardziej niż bardzo na czasie. Za oknem szaro, ponury krajobraz malowany jesienią, kolory blakną, humor też. Budzisz się rano, katar pod nosem i nawet pachnąca kawa nie ogrzewa ani ciała ani duszy. Ledwo się rozpędzisz, a już zmierzcha.

                    Jajko – symbol odradzającego się życia pojawi się na niejednym wielkanocnym stole. Te zdobione, kolorowe, pokryte rozmaitymi wzorami i symbolami nazywa się pisankami. Pisanka symbolizuje wiosnę, przebudzenie do życia, zwycięstwo światła nad ciemnością, Chrystusa nad śmiercią.  Pomysłów na zrobienie wielkanocnej pisanki jest wiele, a niektóre z nich są bardzo oryginalne. Z dumą prezentujemy pisanki wykonane przez Panią Wiesławę Bugiel z Polan. Wykonane zostały najpopularniejszą i najstarszą techniką batikową, w której wzór nanoszony (pisany) jest woskiem przy użyciu szpilki. Na jajku rysuje się wzory roztopionym woskiem pszczelim, a następnie barwi się je w kolorowym wywarze. Sama technika jest prosta, ale, żeby za jej pomocą stworzyć prawdziwe dzieło sztuki, potrzebna jest pewna ręka albo wprawa.

                     Koła Gospodyń Wiejskich to jedne z najstarszych i najliczniejszych organizacji społecznych w Polsce. Działają we wszystkich województwach, powiatach i gminach w kraju. To organizacje, które powstają od ponad 150 lat skupiając tysiące kobiet.

                    Pod koniec lat osiemdziesiątych upadły, niesłusznie uważane za relikt minionego systemu. Niemodne, wyśmiewane, niepotrzebne. A jednak kilkanaście lat temu zaczęły się odradzać i ta reaktywacja trwa. Może dzisiaj zmieniły się warunki w jakich Koła Gospodyń Wiejskich pracują, ale idea pozostała ta sama. Działalność gospodyń wiejskich skierowana jest do społeczności lokalnej i ma charakter wszechstronny. Trudno jest znaleźć dziedziny życia społecznego gdzie nie są zaangażowane. Kobiety obserwują swoje środowisko i próbują odpowiedzieć na jego potrzeby. Ich głównym celem jest integracja mieszkańców. Jednym z ważniejszych zadań, które przed sobą stawiają panie z KGW to kultywowanie tradycji lokalnych przez organizowanie różnych spotkań oraz imprez, które swoim charakterem przypominają o naszych korzeniach.

         Zakończył się okres Bożego Narodzenia. Jakoś niedosyt we mnie. Jeszcze się śpiewa kolędy w kościele, jeszcze choinka rozświetla mroki, ale coś magicznego zniknęło. Kiedy byłam mała, w rodzinie więcej osób zbierało się na wieczorne kolędowanie. Krótki dzień zbliżał nas ku sobie, bo nie chciało się nigdzie lecieć, niczego załatwiać, lepiej przysiąść i pośpiewać, pogwarzyć , wpaść w zadumę albo się pośmiać. Teraz porozrzucani, oddaleni, zamknięci w swoich sprawach – zawsze pilnych, zawsze ważniejszych… Nie lubimy patrzeć  sobie w oczy. Pamiętam również z dzieciństwa jak obstawiona kredkami siedziałam przy stole u Cioci na wsi ( rysowałam wtedy bez przerwy). Drewniana chałupa pobielona w środku, potężne belki zwisające z sufitu i okraszona cukierkami i kolorowymi świecidełkami świerkowa choinka. Pachniało igliwiem i piernikowymi przyprawami. W niedużej chałupie ciągle było gwarno. A to wpadała sąsiadka z przeciwka podzielić się wiadomością, kto się urodzi, kto umarł. To przychodziła Frania, siadała ciężko na krześle ( ciężka była zresztą i obszerna), wyciągała w kieszeni fartucha motek wełny i puszczała w ruch swoje palce uzbrojone w 5 drutów. Kiedy kończyły z ciocią omawianie dnia, skarpetka była gotowa.

Trzydzieści lat temu Barbara i Dariusz Mielczarkowie na miejsce swojego życia wybrali urokliwy Beskid Niski, a dokładnie Kotań. Region ich zachwycił, ale nie mogli przejść obojętnie obok zaniedbanych cmentarzy, niszczejących cerkwi. Dzięki ich wielkiej determinacji te miejsca odzyskały dawną świetność. Barbara i Dariusz Mielczarkowie do Kotani (gmina Krempna) sprowadzili się z Warszawy. Dokładnie 30 lat temu. Zadecydował przypadek. – W 1985 roku skończyłem studia weterynaryjne oraz staż i szukałem pracy, a nie interesowała mnie praca za biurkiem, tylko w terenie. Obdzwoniłem wtedy wszystkich 49 wojewódzkich lekarzy weterynarii. Zainteresowały nas dwie propozycje z białostockiego i krośnieńskiego – wspomina pan Dariusz. Zdecydowali się na Kotań. – Przyjechałem końcem kwietnia i na powitanie spadł śnieg. Spodobało mi się tu. Wróciłem do domu i zapytałem żonę czy chce mieszkać w górach? Zgodziła się. Początki nie były różowe. Pracy był ogrom, bo obsługiwałem PGR-y. To był doskonały poligon doświadczalny dla młodego lekarza, bo mieli tu wszystkie zwierzęta, a człowiek dzień i noc musiał być gotowy do pracy – opowiada D. Mielczarek. Pani Barbara skończyła zootechnikę, ale nie chciała pracować w PGR. Znalazła pracę w szkole w Krempnej, gdzie uczy już 30 lat. Cmentarze wojenne

Każdy ma swoje ulubione miejsce na ziemi. Dla Kasi i Kamila takim miejscem jest Beskid Niski. Jeżeli chcecie poznać jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe, ciekawe, aczkolwiek nieraz zapomniane i pomijane podczas wędrówek po pięknych okolicach Beskidu Niskiego miejsca zajrzyjcie na ich blog - Magurskie Wyprawy. Poznajcie historię zapomnianych, nieistniejących już na mapie łemkowskich wiosek, po których zostały cmentarze i zarośnięte fundamenty domostw. Dowiecie się jak żyli Łemkowie, ludzie, którzy musieli opuścić swoje domy, porzucić dorobek wielu pokoleń i udać się w nieznane. Zajrzycie w miejsca o których zapewne w ogóle nie słyszeliście. Polecamy!