Kiedyś  jedynym mocnym światłem tego czasu był płomień świecy, z którą ludzie biegli na codzienne roraty przecinając mrok zbliżającej się najdłuższej w roku nocy zimowego przesilenia. Zwiastowanie nadchodzących, najpiękniejszych w roku chwil – Bożego Narodzenia. Dzisiaj w pomarańczowej poświacie ulicznych latarni, w neonach wielobarwnych wystaw i reklam, pędząc w codzienności naszych obowiązków coraz bardziej zapominamy o dawnych zwyczajach, blakną nasze dziecięce wspomnienia, zacierają się obrazy, smaki i zapachy ulatując w Mc Donaldowych oparach, a tradycja – starowinka coraz to bardziej chwieje się na nogach… Patrzę na moje dzieci i zastanawiam się czy one będą miały choć w części takie wspomnienia jak ja. Wspomnienia, które w mojej świadomości, a może i podświadomości mają niepowtarzalne miejsce, miejsce, którego nie da niczym zastąpić…

 

Pamiętam wigilie u moje Babci… Schodzili się wszyscy krewni, nie zabrakło znajomych, czasem trafił się ktoś nieznany, a zaproszony z dobrego serca. Bo przecież w TEN czas nikt nie może zostać sam. Przychodziły więc siostry Babci z mężami, „starodawne” przyjaciółki, kolejne żony wujka Władka, wpadał sąsiad spod 86 - tego. Stół sklecony z byle czego, ustawiony w podkowę pomieścił wszystkich. Pod tym stołem przykrytym wielkim obrusem ja, uzbrojona w przedwojenną, metalową puszkę po pierniczkach. Był to skarbiec wspaniałych kolorowych guzików, szpil zdobnych w szklane, kolorowe kulki, łezki i mieniące się kwiaty… Można z nich było układać barwne korowody, rozety i węże, co tylko wyobraźnia dyktowała.  Na stole zaś królowały wyborne potrawy wigilijne, barszcz z uszkami, kruche pierożki pękate warzywno-grzybowym farszem, karp o złocistej, przysmażonej skórce lub lśniący galaretą - „po żydowsku”, groch z kapustą ( po których nie trudno było złapać nieprzystojną dolegliwość…). Ale to, co pamiętam najmocniej to moment, kiedy na stół, ociężały i przesycony, moja Babcia wnosiła podłużne i okrągłe półmiski, a na nich błyszczące lukrem domowe ciasta.  A królował oczywiście makowiec i kruchy orzechowiec na miodzie, do których śmiały się oczy nawet najbardziej najedzonym stołownikom.

Co roku na trzy dni przed Wigilią moja Babcia przystępowała do rytuału pieczenia ciast. Już o zmroku czuło się dziwne napięcie panujące w domu. Babcia Ada milcząca, z miną konspiracyjną dreptała mierząc i ważąc w głowie wszystkie składniki, przeliczając po kolei proporcje maku, bakalii, miodu, żeby niczego nie zabrakło. Kiedy przychodziła noc i wszyscy schowali się już w swoich pokojach, Babcia wyciągała ze spiżarni stolnice, młynki, makutry, ustawiała na stole wiktuały. Pod poduszką we wrzącym mleku dojrzewał mak nieświadom rychłej męczarni trzykrotnego mielenia ( oczywiście ręczną maszynką). Za zamkniętymi drzwiami, w półmroku elektrycznej lampki rodziły się wspaniałości, zwijało się cieniutkie jak listek drożdżowe ciasto z farszem makowo- bakaliowym i wytwarzaną oczywiście z domu kandyzowaną skórką z pomarańczy, w lodówce chłodziło się kruche ciasto, które w połączeniu ze smażonymi w miodzie orzechami laskowymi i  włoskimi ledwo się potem opierało przedświątecznemu pożarciu. Ci, którzy mieli to nieszczęście cierpieć na bezsenność lub budzili się w środku nocy, słyszeli jak Babcia krząta się po kuchni tworząc wypełniające każdy kąt boskim zapachem słodkie specjały przyprawiające o nieopanowalny ślinotok. Kiedy po wstaniu z łóżek, zaglądnęło się do kuchni, wszystko wyglądało jak każdego zwykłego poranka – sprzęty na swoim miejscu, błyszcząca wysprzątana podłoga, ….tylko dlaczego Babcia w oprószonym mąką fartuszku siedzi w fotelu i tak mocno śpi, że aż chrapie? W spiżarce zaś i w zimnym już piekarniku leżą poukładane równo, zawinięte w błyszczący pergamin oblane rumowym lukrem cuda, których nie będzie wolno skosztować jak dopiero w samą Wigilię.

Gdy podrosłam na tyle, że nie mieściłam się już pod wigilijnym stołem, ciasta piekłam razem z Babcią.  I  wspaniałe było to wspólne zmęczenie, które ogarniało nas obie przed świtem, kiedy kończyłyśmy zawijać upieczone ciasta i uśmiech mojej Babci, jej ciepłe spojrzenie, których wspomnienie jest dziś najcenniejszym prezentem na święta.

Pieczcie więc ciasta w domu, najlepiej z dziećmi i wnukami! Nie odbierajcie im wspomnień, dajcie im szansę na poczucie tej cudownej ekscytacji wspólnego tworzenia, przeżywiania ciepła domowego i oczywiście konsumowania.  Kiedyś Wam za to podziękują!

Kruchy placek z orzechami

Orzechy włoskie i laskowe zatopione w słodkim karmelu i złotym miodzie. Na kruchym cieście. Brzmi bardzo smakowicie, a smakuje nieziemsko.
(forma 24x24cm)

130g masła
60g cukru
1 łyżka oleju
150g mąki
100g brązowego cukru
1 łyżka miodu ( może być więcej miodu a mniej cukru)
100 - 150g orzechów włoskich i laskowych

Zagnieść ciasto z 80g masła, cukru, oleju i mąki. Wstawić do lodówki na pół godziny. Wylepić ciastem spód formy i ponakłuwać widelcem.

Rozpuścić w rondelku 50g masła. Dodać brązowy cukier i miód. Mieszać na małym ogniu. Gdy zacznie się karmelizować, dodać posiekane orzechy i wymieszać. Wyłożyć masę na ciasto w formie. Piec 15 minut w 170 stopniach. Czasem do orzechów dodaje suszone śliwki kalifornijskie – wg uznania

Drożdżowe pierożki z barszczem grzybowym

Barszcz grzybowy:

¼ średniej kapusty włoskiej

3 cebule

4 marchewki

1 średni seler

2 pietruszki

1 por

Po 5 ziaren ziela angielskiego, pieprzu i liści laurowych

Grzyby suszone ilość wg uznania - namoczyć przez kilka godzin

Wszystkie składniki zalać zimną woda i gotować na małym ogniu aż zmiękną -  nie solić

Po ugotowaniu odcedzić.

Barszcz dosolić i doprawić na ostro

Warzywa i grzyby zemleć.

2 cebule pokroić w drobną kostkę i przesmażyć na złoto, dodać warzywa i grzyby i smażyć stale mieszając aż cała woda odparuje, a farsz stanie się kleisty i podsmażony, w trakcie doprawić solą i pieprzem nadając wyrazisty smak ( można kropnąć trochę magi)

Ciasto:

                1/2kg mąki przesianej

                1 jajko

2 łyżki oliwy

3-4dkg drożdży rozpuszczone w szklance ciepłego mleka aż się zburzą

2 szczypty soli

Wyrabiać ręcznie elastyczne, miękkie ciasto ( w razie potrzeby dodać ciepłą wodę)

Ciasto rozwałkować jak na pierogi, wycinać krążki szklanką , nakładać farsz, skleić

Podgrzać olej na patelni w ilości takiej by pierożki zanurzyły się do połowy. Pierożki smażymy na wolnym ogniu na złoty kolor z obu stron.

Pierożki je się palcami przepijając gorącym barszczem grzybowym.

Smacznego!

Skomentuj

Komentuj jako gość

0
Ograniczenie Rozszerzeń Dozwolone rozszerzenia plików: bmp, csv, doc, gif, ico, jpg, jpeg, odg, odp, ods, odt, pdf, png, ppt, rar, txt, xcf, xls, zip 0 / 3

    Biorą udział w konwersacji