Zakończył się okres Bożego Narodzenia. Jakoś niedosyt we mnie. Jeszcze się śpiewa kolędy w kościele, jeszcze choinka rozświetla mroki, ale coś magicznego zniknęło. Kiedy byłam mała, w rodzinie więcej osób zbierało się na wieczorne kolędowanie. Krótki dzień zbliżał nas ku sobie, bo nie chciało się nigdzie lecieć, niczego załatwiać, lepiej przysiąść i pośpiewać, pogwarzyć , wpaść w zadumę albo się pośmiać. Teraz porozrzucani, oddaleni, zamknięci w swoich sprawach – zawsze pilnych, zawsze ważniejszych… Nie lubimy patrzeć  sobie w oczy. Pamiętam również z dzieciństwa jak obstawiona kredkami siedziałam przy stole u Cioci na wsi ( rysowałam wtedy bez przerwy). Drewniana chałupa pobielona w środku, potężne belki zwisające z sufitu i okraszona cukierkami i kolorowymi świecidełkami świerkowa choinka. Pachniało igliwiem i piernikowymi przyprawami. W niedużej chałupie ciągle było gwarno. A to wpadała sąsiadka z przeciwka podzielić się wiadomością, kto się urodzi, kto umarł. To przychodziła Frania, siadała ciężko na krześle ( ciężka była zresztą i obszerna), wyciągała w kieszeni fartucha motek wełny i puszczała w ruch swoje palce uzbrojone w 5 drutów. Kiedy kończyły z ciocią omawianie dnia, skarpetka była gotowa.

           Miałam i ja Franiusiowe skarpetki – ciepłe, że żaden mróz nie był straszny, ale gryzły tak przeokropnie, że aż strach. Często przychodziło kilka sąsiadek. „Pochwalony” i już siedziały jak kurki na grzędzie jedna obok drugiej, gwarzyły, a od śmiechu aż się kiwały, potem któraś zaczynała nucić i płynęła melodia ”Oj Maluśki, Maluśki…” – piękny góralski zaśpiew, z głębi trzewi, donośny „biały” i czysty. Przestawałam wtedy rysować i z otwartą buzią słuchałam kolędy, i następnej i następnych, przeplatanych chlipaniem słodkiej jak ulipek herbaty. W izbie panował półmrok mimo żarówki elektrycznej, migotała w kącie choinka i było przytulnie, przyjaźnie i ciepło. Tak sobie myślę, że kiedy te wszystkie sąsiadki spędzały zimowe wieczory razem, ich życie, życie całej społeczności nie mogło być złe. Nawet jeśli czasem ktoś na kogoś burknął, albo „napyskował” to po chwili wspólne darcie pierza czy łuskanie grochu, dzierganie czy śpiewanie, niesienie kur, cielenie się krowy wiązało na nowo nitki i czyściło krew. Przy tej okazji, mimochodem, podtrzymywana była tradycja, trwały zwyczaje, ten kulturowo-społeczny wspólny mianownik matki, córki, sąsiadki… Mam takich obrazów w głowie wiele i z pewnością każdy z nas je ma. Co więcej – większość z nas wspomina z łezką w oku i jakimś dziwnym odczuciem w sercu, czasem słodko jak miód lipowy, czasem z piołunem… Zdaję sobie sprawę z tego, że miejsce, które los przeznaczył dla mnie jest specyficzne i długo byłoby o tym pisać. Miejsce złożone z wielu strumyków spływających z różnych koryt, raz gładkich, raz poprzecinanych skalnymi progami, meandrujących mrocznymi jarami i okraszonymi słońcem, dusznymi od barwnych ziół łąkami. Wszystkie te strumyki wpływają jednak do jednej wspólnej, wspaniałej rzeki Wisłoki, Historii, Tradycji, gdzie wody mieszają się ze sobą i razem płyną dalej…  Mijają dni, miesiące, lata. Coś przemija, coś przechodzi obok i bardzo żal, że tak się dzieje. Wnuki nie znają języka babek, nie śpiewają tak przecież pięknych ludowych pieśni, nie wiedzą nic o tradycji, a raczej o tych strzępach tradycji, które jeszcze jakimś cudem przetrwały mimo wojennych i powojennych zawieruch, epidemii ogólnej amnezji, niczemu nie służącej animozji,  konformizmu i plastikowej bylejakości. Często turyści przemierzający z plecakiem te piękne okolice, wiedzą o nich więcej niż mieszkające tu dzieci, młodzież, często i dorośli. Dostrzegają niepowtarzalne piękno krajobrazów, upajają się śpiewem niezliczonej ilości ptaków gnieżdżących się wśród drzew, wchłaniają zapach ziemi, barwy i odcienie pysznych kwieciem łąk. Wędrując ścieżkami wsłuchują się w bicie serca Beskidu, wypatrując kapliczek tonących wśród zieleni, z Chrystusem uwięzionym na krzyżu , kłaniając się starym cerkwiom, które w słońcu pachną żywicą, starym drewnem i olejną farbą malowideł z ikonostasów… Jeśli dobrze się wsłuchają, z oddali dosłyszą bicie południowych dzwonów, cerkwi w Ciechani, Żydowskim, Smerecznem… (…). Nie bronią się przed zadumą nad tym co odeszło, czego trudno widoczne ślady pochłania coraz bardziej czas. Kwitną i owocują sady nieistniejących polskich i łemkowskich wsi, w których kiedyś tętniło życie, rodziły się dzieci, szczekały psy i śpiewano żnąc zboże… Dlaczego te pieśni nie ożyją? Ktoś powiedział, że śpiewając pieśni ludzie lepszymi się stają. I zbliżają się do innych ludzi, bo wcześniej czy później znajdzie się ktoś, kto zechce zaśpiewać z nami. A potem zawtóruje następny, sąsiad, kum, wnuk… - jak jeden nurt tej samej rzeki żłobiącej koryto od stuleci.

„Zamieszkam we wszystkich kapliczkach

I w każdej z nich umierał będę na nowo

I cierpiał za was i wasze złe uczynki

Aż przyjdziecie do mnie żałować

Oliwą zalać moje rany

I łzami obmyjecie moje stopy

Nocą

W przydrożnej kapliczce zamknięty w zimny piaskowiec

wisi Chrystus Samotny

Trawy porastają zbocza, falują jak włosy rozwiane na wietrze,

 włosy dziewczyny, której już nie ma.

Odeszła tamtego lata, o poranku,

w porze żniw i czerwienienia jabłoni.

W nieznaną drogę od domu, od stodoły, opłotkami,

Rosą

Pożegnała wierzby skulone nad wodą,

Nie spotkają się już więcej?

Zarosły podwórka, zapadły kamienne piwnice,

dach cerkwi w proch rudy leży wśród lip

Bez pieśni, bez modlitwy opuszczonego cmentarza.

Wskroś pól niezaoranych, skostniałych mrozem

Wiatr rzewnie zawodzi

jak pies”

Skomentuj

Komentuj jako gość

0
Ograniczenie Rozszerzeń Dozwolone rozszerzenia plików: bmp, csv, doc, gif, ico, jpg, jpeg, odg, odp, ods, odt, pdf, png, ppt, rar, txt, xcf, xls, zip 0 / 3

    Biorą udział w konwersacji

      • Gość - Gość

        To był powrót do dziecinnych lat.
        Babcie skubały pierze a ja z rodzeństwem śpiewała piosnki
        Brat, kawałek, co jakiś czas przebiegał przez izbę i budził puch kichnięciem :) my mieliśmy frajdę, babcie kłopot.

        Lubię 0 Krótki URL: Odpowiedz
      • Gość - Gość

        https://haveringzw.com/community/profile/persgoldbi/ As long as provides the right atmosphere, as a result all that children need to incorporate a really enjoyable experience. It requires look realistic and possess a lovely conditions. A small present that is great quality but looks homemade will help with keeping the magic rather when compared with a large box that looks store attained.

        Lubię 0 Krótki URL: Odpowiedz
      • Gość - Gość

        http://www.sflunaticfringe.com/author/sugmengyp78/ The first thing those suffering from these hairs rush out to do is buy some dye and strive to get their head of hair back to its original color or purity. However, that is not the most effective or safest method of battling grey hair. In fact, not only can it get turn out to be costly advertise a big mess with your sink or bathtub, many dyes likewise known to have chemicals not inevitably deemed safe for head of hair.

        Lubię 0 Krótki URL: Odpowiedz
      • Gość - Gość

        http://www.sonnatapaperoga.com/profile/caemalca78/ As women we can spend lots of money on all different products and procedures that meet the needs of the manufactured or real fears once we reach 40, we will start to grow part in regards to a disappearing and irrelevant institution. We are told we must do everything we can to avoid showing natural signs of aging - wrinkles, lines, cellulite and grey hair.

        Lubię 0 Krótki URL: Odpowiedz